Historia pewnej decyzji z 2012 roku
Pamiętam to jak dziś, był mroźny wtorek w Łodzi, połowa listopada 2012 roku. Siedziałem w małym biurze przy ulicy Piotrkowskiej, analizując arkusze kalkulacyjne, które wtedy wydawały mi się wyrocznią. Właśnie wtedy jeden z moich starszych kolegów po fachu, człowiek, który przeżył na giełdzie trzy potężne krachy, odłożył gazetę i powiedział do mnie: „Młody, ty szukasz zysku tam, gdzie wszyscy, a powinieneś szukać bezpieczeństwa tam, gdzie nikt nie patrzy”. Wtedy nie do końca rozumiałem, o co mu chodzi. Fascynowały mnie dynamiczne wzrosty spółek technologicznych i wizje szybkich profitów. Jednak to właśnie tamto spotkanie i późniejszy krach na kilku lokalnych emisjach obligacji korporacyjnych nauczyły mnie, że w finansach najważniejsza jest chłodna kalkulacja i zrozumienie mechanizmu, a nie ślepa wiara w tabelki z prezentacji sprzedażowych.
Przez kolejne lata moja praca polegała na mozolnym rozkładaniu na czynniki pierwsze prospektów emisyjnych i warunków emisji obligacji skarbowych. „— Czy ty naprawdę czytasz te trzystustronicowe dokumenty od deski do deski?” — pytała mnie żona, gdy wieczorami ślęczałem nad wydrukami. Odpowiadałem zawsze tak samo: „— Czytam, bo tam, na 245. stronie, małym drukiem, jest napisane, co się stanie z pieniędzmi ludzi, gdy rynek przestanie rosnąć”. To właśnie to doświadczenie — tysiące godzin spędzonych na analizie długu państwowego, mechanizmów indeksacji inflacyjnej oraz stabilności lokat bankowych — stało się fundamentem tego projektu.
Moja droga zawodowa nie była pasmem nieustannych sukcesów, ale była lekcją pokory. Widziałem, jak ludzie tracili oszczędności życia, bo zaufali „gwarantowanym” zyskom, które nie miały pokrycia w matematyce. Dlatego dzisiaj, prowadząc ten serwis, nie zajmuję się spekulacją. Moim celem jest dostarczenie rzetelnej wiedzy o instrumentach, które pozwalają spać spokojnie. Obligacje skarbowe EDO, struktura lokat terminowych czy stabilne spółki dywidendowe to nie są tematy z pierwszych stron gazet finansowych, ale to one budują realną wartość portfela w długim terminie.